piątek, 29 kwietnia 2016
być zawsze niewinnym i prawdziwym

buty

Tagi: wiosna
17:46, mimbla.londyn , Ciekawe
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 października 2015
Zwykliśmy po prostu okradać Pana Boga.

 

 

 

Nie wahamy się wstrzymać
łaskawych naszych czytelników (!!) wyznaniem im na ucho i pod najuroczystszym
zaklęciem, że — nigdy powieści nie tworzym z własnej fantazji. Mocno
przekonani, iż rzeczywistość tak jest bogatą, iż my się z nią mierzyć wcale nie
możemy, zwykliśmy po prostu okradać Pana Boga, którego to nie zuboży, i
posługiwać się tym, co nam spadnie gotowym z życia. Kto by się uskarżał na brak
zasobów do powieści, ten chyba nie umiałby użyć tego niezmiernego bogactwa
materiałów, które go otacza i wala się pod stopami.

 

 

Kraszewski - Kamienica w Długim Rynku

środa, 07 października 2015
i na cudzą nikczemność...

Pluń na wszystko, co minęło:

na własną boleść i na cudzą nikczemność...

Wybierz sobie jakiś cel, jakikolwiek

i zacznij nowe życie.

 

 

Bolesław Prus - Lalka

 

i na cudzą nikczemność... 

środa, 06 maja 2015
Wyszukuję to, co było kiedyś...

Poza tym śmiech jest naszym oparciem i daje nam przewagę nad głupotą. Człowiek, który potrafi się śmiać również sam z siebie, jest w jeszcze lepszej sytuacji.

– Kiedyś ludzie...

– ...tak się nie spieszyli i mieli dla siebie więcej czasu. Brak pośpiechu się celebrowało, a gdy ludzie mijali się na ulicy, umieli się jeszcze sobie kłaniać. Wyszukuję to, co było kiedyś, i cieszę się z radości odkrywania tych przelotnych, ale pięknych i wesołych chwil, które próbuję na obrazkach przekazać innym. Człowiek wcale nie musi przeżywać wielkich rzeczy. Wystarczy obserwować świat wokół siebie oraz nauczyć się cierpliwości i pokory. W końcu pokora jest kluczem do świata. Zarówno kiedyś, jak i dziś, pośród palącej aktualności.

 

M.Szczygieł "Laska nebeska"

niedziela, 29 marca 2015
Czaropis...

Stwór w bieli zdegustowany pociągnął nosem.

 Doprawdy żałosne, co w tym stuleciu uchodzi za twórczą prozę.  Uniósł blade ramię. W jego dłoni jarzyły się dwa złote zdania.  Jesteś magistra Nora Finn, dziekan Wieży Bębna  powiedział.  Nie zaprzeczaj mi ponownie i nie odrzucaj więcej mojej oferty.  Gestem posłał lśniące zdania w pierś Nory.

piątek, 13 lutego 2015
Polubić głodne tygrysy.

Wojciech Eichelberger: Powiem przede wszystkim o tym, co zauważyłem u siebie i co, jak myślę, większość z nas dobrze zna z własnego życia. Otóż ten moment, o którym śnimy, że wreszcie dobrniemy do ziemi obiecanej, gdzie będziemy mieli dość czasu, zdrowia i pieniędzy, by wygodnie rozgościć się w życiu i zajadać jego najsłodszymi owocami – wciąż skrywa się za horyzontem zdarzeń. A więc jest nieosiągalny, bo akurat mamy za dużo pracy albo za mało pieniędzy, albo zdrowie za słabe.

Może więc powinniśmy przestać się łudzić, że kiedyś nadejdzie czas, gdy będziemy mogli wreszcie naprawdę zająć się sobą? A może właśnie odwrotnie – mimo wszystko – nie rezygnujmy z tego marzenia? Sam już nie wiem…

 

Przewrotne myślenie!

 

Ale realistyczne, bo wszystko wskazuje na to, że aby utrzymać poziom życia, do którego przywykliśmy, ów komfort, poczucie bezpieczeństwa i uczestnictwa w kulturze wyższej niż telewizja i net, musimy cały czas ciężko pracować. Coraz droższe staje się utrzymanie tego, czego się dopracowaliśmy. Tym bardziej że wciąż podsuwa się nam nowe, niezbędne dla naszego komfortu i bezpieczeństwa gadżety i usługi, a więc żeby je mieć, musimy jeszcze więcej pracować… A skoro coraz więcej musimy pracować, to coraz więcej musimy kupować, bo nie mamy kiedy i jak zaspokoić naszych potrzeb w sposób naturalny. Płacimy, by w tej bieganinie mieć kogoś, z kim będziemy blisko, kto nas wysłucha i powie, że rozumie. Nie wiemy, co nas czeka, co myśleć, bo nie mamy czasu na zadumę, więc potrzebne są nam osoby, które nam to powiedzą: doradcy, wróżki, trenerzy, a to wszystko za pieniądze…

"Życie w micie" Wojciech Eichelberger

poniedziałek, 12 stycznia 2015
Siedzący w fotelu ojciec również nie czytał.

 

Podchwyciła jego spojrzenie.

„Odezwij się do mnie – błagała dziewczynka wzrokiem. – Powiedz, po co to wszystko. Przecież będę ją kochać, kogokolwiek tu sprowadzisz. Twój gust, wybór nie może być zły… Jakże mogłaby dla mnie być obcą lub nienawistną kobieta, którą ty kochasz? Ale powiedz, co planujesz, nie wykluczaj mnie z twego życia, nie zmuszaj, byśmy z czyjegokolwiek powodu musieli się rozstać. Ja nie będę ci przeszkodą, przecież tak bardzo cię kocham. Jeszcze nie jest za późno. Nie odsyłaj mnie! Pomów z tą kobietą, powiedz, że będę jej przyjacielem, nie wrogiem. Odezwij się do mnie!”

– Znajdziesz się w innym otoczeniu – przemówił nagle generał. – To wprost dziwne, tak często wyjeżdżałaś z Marchelle do Szwajcarii, Paryża, Włoch, tyle razy ja sam zabierałem cię do Wiednia, a tymczasem na prowincji nigdy jeszcze nie byłaś. Proszę cię, wytrzymaj jakoś.

Nie odpowiedziała. Cóż mogła odpowiedzieć? Książka zsunęła jej się z kolan na dywan...

 

 

"Tajemnica Abigel" Magda Szabo 

piątek, 12 grudnia 2014
Paradyzja, mocium panie...

 

Paradyzyjczycy to dziwni ludzie.

 

- Tak się twierdzi u nas, na Ziemi; ale sam mówiłeś,

że prawie ich nie znasz.

 



Któż więc może o nich wiedzieć prawdę?

 

 

 

Janusz A. Zajdel "Paradyzja"

 

poniedziałek, 10 listopada 2014
Cyrk już pojechał...

 

Zapisał moją odpowiedź na maszynie,

po czym podsunął mi kartkę z dopiskiem:

 

„Zapoznałem się z treścią i podtrzymuję zeznanie."

 

Nie czytając zeznania, podpisałem je sięgnąwszy

 

po pierwszy lepszy długopis, jaki znalazłem na

 

biurku. Przed wyjściem zapytałem jeszcze,

czemu zawdzięczam to przesłuchanie.

 

- Pańskie nazwisko figurowało w czyimś notesie.

 

Nie powiedział mi w czyim.

 

- Wezwiemy pana w razie potrzeby.

 

Odprowadził mnie do drzwi. Na korytarzu na

 

ławce obitej skórą siedziała młoda dziewczyna...

 

Patrick Modiano "Przejechał cyrk"

 



 

czwartek, 02 października 2014
Zaufam sobie

Orzeł siedzący na gałęzi nie boi się,

 że spadnie bo gałąź się złamie.


On nie pokłada ufności w gałęzi,

on wierzy w swoje skrzydła.

 

Zaufam sobie

środa, 03 września 2014
Kopciuszek i Kraszewski

Dla odwrócenia naprzód uwagi od materialnych interesów żołądka w sfery ducha i myśli, dumań i poezji pani N. zbliża się do zegara stojącego w szafie z figurkami na przodzie, które niegdyś w młodości tańcować musiały (wszyscy tańcują za młodu), nakręca go zręcznie i kurant się rozpoczyna. Byłby z kamienia, kto by uparł się czuć głód, gdy zegar grać pocznie! Radzę Moniuszce, aby korzystając z pierwszej swej bytności w Garwolinie, zanotował sobie ten temat archaiczny, który stare nam przypomina dzieje. Co to za kurant! a jak go gra ten zegar, którego tony gdzieniegdzie czas nielitościwy powyszczerbiał! jaki urok w tych hiatusach, w przemilczeniach, w przymuszonych pauzach, które klęski tylu lat wymowną tłumaczą ciszą!

Pani N. zna też wartość swojego zegara, a Garwolin bardzo się nim słusznie chlubi. Gdyby skromność dziedziczki tej pamiątki nie cierpiała na tym, warto by opis zabytku posłać do gazet zagranicznych, a chwilowo jak ogon psa Alcybiadesowego, zająłby uwagę publiczną. Ale i skromność poszanować należy.

Żaden z was zapewne, czytelnicy moi, nie był nigdy gospodynią takiej znacznej instytucji

dobroczynnej na wielkim trakcie i nie wiecie, ile tu jest do ucierpienia! Śmiejcie się zdrowi, ale to

stanowisko ważne i zaprawdę niepoślednie! Pojmujecież, co to jest wszystkim dogodzić, a siebie

nie skompromitować i nigdy nie dać się upokorzyć i zwyciężyć?

 



Józef Ignacy Kraszewski "Kopciuszek"

niedziela, 03 sierpnia 2014
Żyje jeszcze człowiek poczciwy :)

Mó­wili mi to są­sie­dzi, któ­rzy zresztą wszystko biorą tra­gicznie. Ja tego nie mogę, nic już so­bie z ni­czego nie ro­bię. Zbyt czę­sto by­wa­łem w te­atrze i dla­tego byle głu­pstwa trakto­wać se­rio nie umiem.

Ileż prze­su­nęło mi się od urodze­nia przed oczyma tych ma­sek! Byli Szwajca­rzy, Niemcy, Ga­skończycy, Lo­ta­ryńczycy, cała me­na­że­ria wo­jenna z torni­strem na ple­cach, z bro­nią w ręku. Znam tych po­że­ra­czy pro­chu o brzu­chach bez dna, go­to­wych po­łknąć każdego po­czciwca cy­wila ra­zem z bu­tami. Któż zgadnąć zdoła, za co i o co się biją ...

 

"Colas Breugnon" Romain Rolland



czwartek, 03 lipca 2014
Dostatek

 

Nie byli wielorybnikami, nikt nie wiedział więc, jak zabrać się

 

do zarzynania Lewiatana. Ten niespodziewany dar miał jednak w sobie

 

coś, co sprawiło, że przymierający głodem mężczyźni wzdragali się

 

przed przystąpieniem do rozszarpywania cielska, dopóki humbak jeszcze

 

oddychał – jakby bali się popełnić świętokradztwo...

 

 

"Dostatek" Michael Crummey



niedziela, 08 czerwca 2014
Co lisy robią w winnicy ...

 

Oto panie i panowie dworu, barwni, lekkomyślni,

do gruntu zakłamani, niezwykle wytworni, tak zblazowani,

że umieją cieszyć się tylko jednym: podpiłowywaniem gałęzi,

na której siedzą. Oto młodziutki, rozmarzony, próżny

Lafayette, który pod wpływem generała Waszyngtona i

amerykańskiej rzeczywistości z uganiającego się za sławą

awanturnika staje się człowiekiem. Oto przede wszystkim

sędziwy Wolter,genialny, olśniewającego rozumu, namiętnie

nienawidzący przesądów i niesprawiedliwości, ale sam

niewolnik przesądów, tak próżny, że skraca sobie życie, by

raz jeszcze odetchnąć nową sławą; człowiek, który jak nikt

inny przyczynił się do szerzenia idei rozumu - owej podstawy

rewolucji amerykańskiej, indywidualność tak wielka, że

pisarz, przeświadczony, że ją zrozumiał, nie potrafił się już

oderwać od jej portretu. Teraz we Francji wszyscy ci ludzie

stali się dla mnie bardziej żywi niż kiedyś, stopniowo

przezwyciężyłem również trudności samej fabuły. Odkryłem,

że jeżeli będę miał stale na oku istotny punkt ciężkości, czyli

stosunek Francji do Ameryki, to powstaną między ludźmi

powiązania zewnętrznie ciekawe i umożliwiające

skonstruowanie wprawdzie skomplikowanej, ale jednak

przejrzystej i zawsze interesującej fabuły. Oczywiście

musiałem trzymać się na wodzy, musiałem z westchnieniem

pominąć nieskończoną ilość epizodów, których kształtowanie

mnie pociągało, musiałem zrezygnować z kilkudziesięciu

sympatycznych ludzi, których chciałem stworzyć i w połowie

już stworzyłem - zanim przystąpiłem do właściwej pracy. W

końcu udało mi się! Moi Francuzi stali się tak żywi, jak tego

chciałem, a trudna do opanowania, na pozór zawikłana akcja

jakoś się skoordynowała i nabrała napięcia.

Ciągle jednak pozostawała trudność zasadnicza.

Na ogromnym fresku widniała wielka biała, pusta plama.

Znajdowała się pośrodku, nie sposób jej było nie widzieć.

Trudność ta miała oblicze i miała imię. Nazywała się

Beniamin Franklin.

 

 

Lion Feuchtwanger "Lisy w winnicy"



piątek, 02 maja 2014
Skoczek czasu potrzebny pilnie ...

Dzień Czekolady Anna Onichimowska 

 

 

 

Przez okienko w strychu wpadało blade światło księżyca. Otworzyłem

wielki kufer, były w nim książki - cienkie i grube, zniszczone i nie, z

obrazkami i bez. Przekładałem je powoli, w powietrzu unosił się kurz.

Dawno nikt do nich nie zaglądał, pomyślałem, czując nagle zapach

zbliżony do poniedziałków. Serce zabiło mi mocno.

- Hej... - szepnąłem.

Nie usłyszałem odpowiedzi, więc powtórzyłem to jeszcze i jeszcze raz,

coraz głośniej, aż z kąta dobiegło mnie jakieś szuranie.

Zupełnie nie wyglądał na skoczka. Miał chyba tysiąc lat, składał się z

samych zmarszczek, włosów i pajęczyn. Sunął wolniutko w moją stronę w

dużych szarych bamboszach i cichutko tykał...

 

 

 

 

poniedziałek, 31 marca 2014
Słońce nie pyta ludzi ...

Na szczęście słońce rozlewając światło nie pyta ludzi, czy sobie go życzą,

bo rozdzieliliby się na stronnictwa, a niektóre z nich żądałyby, ażeby zgasło...

 

Aleksander Świętochowski

czwartek, 27 lutego 2014
Kiedy ktoś Cię kocha ...

"Kiedy ktoś Cię kocha, inaczej wymawia Twoje imię.

Po prostu wiesz,

że Twoje imię w jego ustach jest bezpieczne."



Billy - lat 4

niedziela, 26 stycznia 2014
I może będzie miała ochotę porozmawiać sobie z kimś...

Nie ma nic przyjemniejszego i nic prostszego, jak czuć się wygodnie. Mimbla nie przejmowała się tymi, których spotykała i których potem nie pamiętała, nigdy nie próbowała mieszać się w ich sprawy. Przypatrywała się im i ich kłopotom z rozbawionym zdziwieniem.[...] Na dworze padał deszcz. Za kilka godzin będzie akurat na tyle głodna, żeby zjeść przygotowaną przez Filifionkę kolację, i może będzie miała ochotę porozmawiać sobie z kimś. Na razie nie musiała nic robić, mogła pogrążyć się w otaczające ją ciepło, cały świat był jedna wielką, miękką kołdrą okrywającą Mimblę, wszystko inne pozostawało na zewnątrz. Mimbli nigdy nic się nie śniło, spała wtedy, kiedy miała ochotę, i budziła się wtedy, kiedy było warto.”

środa, 25 grudnia 2013
Szęśliwych Świąt Bożego Narodzenia :)

Szczęścia i radości, wypoczynku, uśmiechów i przyjemności.

Na Święta i na cały Nowy Rok :)

 

Diana Pogodna, Blog Furtka, Szczęśliwych Świąt

środa, 18 grudnia 2013
Codziennie więcej światła ...

Są światła żyjące i światła umarłe.

Takie, co tylko świecą, i takie, co pamiętają.

Co odpychają i zapraszają. Co patrzą i nie poznają.

Co wszystko im jedno, komu świecą,

i takie, które wiedzą komu.

 

Wiesław Myśliwski Traktat o łuskaniu fasoli

wtorek, 19 listopada 2013
Furtka do nieba ;)

Świateczne zakupy, Londyn ;)

 

Z radosnym pozdrowieniem

 

Mimbla

poniedziałek, 14 października 2013
RETRO HINT - już za momencik, już za chwileczkę ...

Kilka dni i... wielkie otwarcie małego sklepiku :)

 

Retro Hint - sklepik z antykami

 

Retro Hint - otwiera podwoje w Londynie

Do zobaczenia wkrótce :)

 



niedziela, 18 sierpnia 2013
Poszukiwania zwyczajnego życia ...

Poszukiwania... blog Furtka

wtorek, 16 lipca 2013
Antiques Roadshow ;)

W poszukiwaniu skarbów :)

21:56, mimbla.londyn , Ciekawe
Link Dodaj komentarz »
sobota, 15 czerwca 2013
"Pory roku" Anna Borisowa czyli Boris Akunin

 

 I jak wrażenia? Warto? 

 "Pory roku" Anna Borisowa czyli Boris Akunin

 Mnie zainteresowało dlaczego odważny Akunin chciał się ukryć pod pseudonimem i wydawać jako debiutant (czy debiutantka raczej ;)
Rosyjskie źródła podają sprzeczne wersje jako powód :)
Pierwsza wersja mówi, że to dlatego, że książka jest o romantycznej miłości.
Druga natomiast, że Akunin chciał sobie (i przyjacielowi, z którym się założył) udowodnić, że dobra powieść sprzedaje się i jest doceniona przez czytelników nie ze względu na nazwisko autora, a na jakość tekstu :)

 

 Tutaj można przeczytać 32 strony http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3635

 

 Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach, obydwie opowieści     

(mimo, że jedna z nich niby poboczna)

znajdą swoich zwolenników. Jest to "nowy", ale nadal ten sam Akunin :)

 

 Perfekcja szczegółów, fabuła "długowieczna", akuninowy język,

pełno perełek, które kolekcjonuje się w trakcie czytania.

 

Oczywście pseudonim Anna Borisowa nie jest pierwszym pseudonimem Akunina - tę grę z czytelnikami prowadzi często :)

 Mistrz mistyfikacji Boris Akunin - taki tytuł przyznał mu fanklub czytelników ostatnio.

 Czasami (nieliczni) krytycy zarzucali pisarzowi, że angażuje w intrygę swoich powieści jedynie intelekty czytelników, a nie ich serca - byc może "Pory roku" są próbą dania prztyczka w nos tych krytyków ;)

 

 Jeżeli lubisz pisarstwo Akunina, to i tym razem Cię zaskoczy :)

 

Miłego czytania.

 

Diana Pogodna

 

 

 
1 , 2 , 3 , 4