piątek, 13 lutego 2015
Polubić głodne tygrysy.

Wojciech Eichelberger: Powiem przede wszystkim o tym, co zauważyłem u siebie i co, jak myślę, większość z nas dobrze zna z własnego życia. Otóż ten moment, o którym śnimy, że wreszcie dobrniemy do ziemi obiecanej, gdzie będziemy mieli dość czasu, zdrowia i pieniędzy, by wygodnie rozgościć się w życiu i zajadać jego najsłodszymi owocami – wciąż skrywa się za horyzontem zdarzeń. A więc jest nieosiągalny, bo akurat mamy za dużo pracy albo za mało pieniędzy, albo zdrowie za słabe.

Może więc powinniśmy przestać się łudzić, że kiedyś nadejdzie czas, gdy będziemy mogli wreszcie naprawdę zająć się sobą? A może właśnie odwrotnie – mimo wszystko – nie rezygnujmy z tego marzenia? Sam już nie wiem…

 

Przewrotne myślenie!

 

Ale realistyczne, bo wszystko wskazuje na to, że aby utrzymać poziom życia, do którego przywykliśmy, ów komfort, poczucie bezpieczeństwa i uczestnictwa w kulturze wyższej niż telewizja i net, musimy cały czas ciężko pracować. Coraz droższe staje się utrzymanie tego, czego się dopracowaliśmy. Tym bardziej że wciąż podsuwa się nam nowe, niezbędne dla naszego komfortu i bezpieczeństwa gadżety i usługi, a więc żeby je mieć, musimy jeszcze więcej pracować… A skoro coraz więcej musimy pracować, to coraz więcej musimy kupować, bo nie mamy kiedy i jak zaspokoić naszych potrzeb w sposób naturalny. Płacimy, by w tej bieganinie mieć kogoś, z kim będziemy blisko, kto nas wysłucha i powie, że rozumie. Nie wiemy, co nas czeka, co myśleć, bo nie mamy czasu na zadumę, więc potrzebne są nam osoby, które nam to powiedzą: doradcy, wróżki, trenerzy, a to wszystko za pieniądze…

"Życie w micie" Wojciech Eichelberger