poniedziałek, 13 maja 2013
Początkujący pisarz i jego poradnik :)

Porady dla początkujących pisarzy :)

Może przydadzą Ci się te linki, dużo pouczających porad, podpowiedzi, często dzielenie się nowościami z "lini frontu" :)

Jak zareklamować tanio swoją książkę (papierową):
http://www.goldenline.pl/forum/2988044/jak-zareklamowac-tanio-swoja-ksiazke-papierowa/s/1

Wydawnictwa i ich obyczaje:
http://forum.gazeta.pl/forum/f,11943,Wydawnictwa_i_ich_obyczaje.html

Korektorzy i wskazówki jak błędów unikać:
http://www.goldenline.pl/forum/korektorzy

Poradnik dla pisarzy początkujących (taki z przymrużeniem oka)
http://esensja.pl/magazyn/2008/06/iso/07_05.html

"Chlapanie atramentem. Poradnik dla młodych pisarzy" Anne Mazer, Ellen Potter
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/101594/chlapanie-atramentem-poradnik-dla-mlodych-pisarzy

Poradnik pisarski dla początkujących, z możliwością ćwiczeń i poprawek tekstu:
http://forum.cdaction.pl/blog/qfant/index.php?showentry=2331

Weryfikacja na forum tekstów pisarzy początkujących:
http://weryfikatorium.pl/

 

Zaopatrz się w słowniki :) Wyrazów Obcych, Synonimów, Ortograficzny i wszelkie inne, które mogą ułatwić pracę.

Nie podchodź bezkrytycznie do wszystkich info zawartych w powyższych linkach, szukaj, próbuj, ćwicz :)

Poszukaj w necie metod pisarskich sławnych pisarzy, np. Kinga, Vonneguta, sławnej metody płatka śniegu.

I czytaj :)

 

 

środa, 01 maja 2013
Złote nietoperze Matyldy

Czego innego wymaga się od płotu, czego innego od człowieka.

Rozumiała to doskonale i chyba dobrze oceniła swoje możliwości, skoro przez siedem lat wszystko grało. Mateusz robił swoje, a ona swoje. Dni mijały, ciche i piękne. Ani się obejrzała, jak minęły miesiące i lata. Czy nie tak miało być? Od samego początku, od pierwszego dnia, kiedy przywiózł ją tu, pokazał Wzgórze i powiedział:

- Dziadek wyplatał kosze, ojciec wyplatał kosze i ja będę to robił do końca życia, bo nie widzę innego wyjścia. Znajdź sobie jakieś zajęcie, tylko mi nie przeszkadzaj, bo nie lubię, jak mi ktoś przeszkadza.

Matylda kiwnęła tylko głową, bo już w drodze powiedział, żeby odzywała się jak najrzadziej.

- Masz taki mocny głos...

Zwierzętom to nie przeszkadzało. Patrzyły jej w oczy ze zwierzęcą miłością, kiedy się do nich zwracała. Nawet głupie kury lepiej niosły, jeśli z rana wygłosiła przed kurnikiem jeden ze swych krótkich monologów na temat braku deszczu czy jego nadmiaru. W końcu do kogoś musiała mówić. I nie było to pozbawione sensu, jeśli zaraz z wdzięczności siadały w gniazdach, a potem radosnym wrzaskiem oznajmiały, że już po wszystkim. Brała koszyk, jeden z tych, które swymi zręcznymi rękoma wyplótł Mateusz, i po kolei wybierała jajka z gniazd, nie mogąc się nachwalić i nadziwić, jakie mądre te kury, jakie kochane i pożyteczne.

Każde jajko wyjęte z gniazda i każdą wyrwaną z pola marchewkę obracała w rękach z jednakowym szacunkiem. Z takim samym szacunkiem traktowała wszystkie swoje zwierzęta i każdy skrawek uprawianego pola.

 

 "Złote nietoperze" Grażyna Jeromin-Gałuszka

 

Książka przepiękna, mocna, prawdziwa. Bliska.

 

 

Muzeum doktora Mosesa - opowiadania tajemnicze...

Przystojny krzepki facet, wzrost sto osiemdziesiąt dziewięć, tuż przed trzydziestką lub niewiele po, mężczyzna rasy białej, jak zapisano później we wstępnym protokole policyjnym, o budowie tak mocnej jak hydrant pożarowy, sprawia wrażenie sportowca lub byłego sportowca, choć już widać, że przybywa mu w pasie, poza tym świetna sylwetka, niczym poruszający się posąg z brązu,
umięśnione ramiona, którymi biegnąc wymachuje rytmicznie, muskularne nogi, wyglądające jak rzeźba umięśnione łydki, pędzi wilgotną wysypaną wiórkami ścieżką, na zachodnim skraju uniwersyteckiego arboretum, około 18.00 w czwartkowy wieczór, i oto tą samą ścieżką zbliża się z przeciwka kobieta także uprawiająca jogging, patrzy w dół, w jej ciemnych włosach widać
pasemka siwizny, biegnie niezdarnie, rozchyliła pełne, mięsiste wargi, ramiona trzyma sztywno przy tułowiu, ma na sobie wymiętą koszulkę nakładaną przez głowę, na gorsie wyblakły tygrys, piersi niezbyt wielkie, lecz jednak podrygują, gdy biegnie, ruch ten jakby powtarzają obwisające policzki, jej biodra opinają dresowe spodnie marchewkowego koloru, kobieta nazywa się Madeline Hersey, spogląda marszcząc brwi na wysypaną wiórkami ścieżkę, ten jej irytujący
zwyczaj patrzenia w dół podczas biegu, w ogóle nie dostrzega arboretum, choć o tej porze, w maju, błyszczy w nim bielą dereń kwiecisty, dereń różowy, jaskrawożółte forsycje, Madeline jest laborantką u Sąuibba, pogrążoną w splątanych myślach (kariera, kochanek, jego dziecko mające problemy z nauką), lecz nagle z tych rozmyślań wybijają agresywno-przyjacielskie pozdrowienie Hejka! Jak się leci? rzucone w jej kierunku niczym niewinne klepnięcie w tyłek, to ów wysoki, krzepki mężczyzna obrzuca Madeline najbardziej przelotnym z możliwych spojrzeniem, ona szczerzy zęby w wymuszonym uśmiechu, jest zdeprymowana,  gubi rytm, odpowiada jednak niepewnie Super, dzięki, ale niepotrzebnie...

Joyce Carol Oates "Muzeum doktora Mosesa - opowiadania tajemnicze"