sobota, 15 czerwca 2013
"Pory roku" Anna Borisowa czyli Boris Akunin

 

 I jak wrażenia? Warto? 

 "Pory roku" Anna Borisowa czyli Boris Akunin

 Mnie zainteresowało dlaczego odważny Akunin chciał się ukryć pod pseudonimem i wydawać jako debiutant (czy debiutantka raczej ;)
Rosyjskie źródła podają sprzeczne wersje jako powód :)
Pierwsza wersja mówi, że to dlatego, że książka jest o romantycznej miłości.
Druga natomiast, że Akunin chciał sobie (i przyjacielowi, z którym się założył) udowodnić, że dobra powieść sprzedaje się i jest doceniona przez czytelników nie ze względu na nazwisko autora, a na jakość tekstu :)

 

 Tutaj można przeczytać 32 strony http://www.znak.com.pl/wirtualnaksiazka,id,3635

 

 Historia dzieje się na dwóch płaszczyznach, obydwie opowieści     

(mimo, że jedna z nich niby poboczna)

znajdą swoich zwolenników. Jest to "nowy", ale nadal ten sam Akunin :)

 

 Perfekcja szczegółów, fabuła "długowieczna", akuninowy język,

pełno perełek, które kolekcjonuje się w trakcie czytania.

 

Oczywście pseudonim Anna Borisowa nie jest pierwszym pseudonimem Akunina - tę grę z czytelnikami prowadzi często :)

 Mistrz mistyfikacji Boris Akunin - taki tytuł przyznał mu fanklub czytelników ostatnio.

 Czasami (nieliczni) krytycy zarzucali pisarzowi, że angażuje w intrygę swoich powieści jedynie intelekty czytelników, a nie ich serca - byc może "Pory roku" są próbą dania prztyczka w nos tych krytyków ;)

 

 Jeżeli lubisz pisarstwo Akunina, to i tym razem Cię zaskoczy :)

 

Miłego czytania.

 

Diana Pogodna

 

 

piątek, 14 czerwca 2013
I odpuść nam nasze winy...

Zgodnie z obyczajem referent zasiadał po lewicy biskupa, przy niewielkim drewnianym pulpicie. Posiedzenie 7 września 1290 roku jeszcze się nie zaczęło. Inkwizytor właśnie zajmował miejsce pod ogromnym krzyżem; stojący przy drzwiach wikariusz Quentin przywdziewał czarną dominikańską pelerynę i poprawiał kaptur. Jeden tylko referent czekał w gotowości i od wczesnego ranka dreptał po sali. Na pulpicie, lekko nachylonym, leżały starannie ułożone karty, przytrzymywane ołowianym przyciskiem; obok czekało pięć zaostrzonych piór brenta, wypełniony po brzegi kałamarz, skrobak do skóry i naczynie z zimną wodą, która daje wytchnienie zdrętwiałym palcom - skryba domyślał się, że czeka go długi dzień. Inkwizytorzy z Passier wzywali go wyłącznie wówczas, gdy przesłuchanie wymagało zachowania dyskrecji lub było utajnione. Referent Meliesse cieszył się poważaniem i słynął z rzetelności - pisał w tempie wypowiadanych słów i potrafił sporządzić streszczenie drobiazgowego, trwającego kilka dni przesłuchania na jednej karcie. Langwedocką i prowansalską mowę świadków z południa Francji bezbłędnie przekładał na nieskazitelną łacinę i w tym języku zapisywał ich zeznania...

 

"I odpuść nam nasze winy" Romain Sardou